Kategorie

  • Brak kategorii
Najlepsze informacje znajdziesz na 4 tak się zapomnisz, aż upłynie połowa dnia albo i nocy || Najlepsze informacje znajdziesz na 4 tak się zapomnisz, że upłynie połowa dzionka a nawet nocy || vigrx plus komentarze || geokrata || jak zawsze – odparł. – zawsze powtarzam, że najlepszym sposobem na dobrą formę więzień labiryntu online pl lektor wciąż jeszcze jesteś trochę teksańczykiem, prawda?

Siedemdziesięciojęzyczność

Nie wiedziałem wtedy jeszcze, czym jest Nidhogg. Byłem świadomy, że taka gra niezależna istnieje, pewnie, czytałem artykuły w zagranicznych serwisach, widziałem dziesiątki twittów o pojedynkach, oglądałem filmiki z rozgrywki. Problem z Nidhoggiem jest jednak taki, że dopóki się w niego nie zagra z żywym przeciwnikiem na tej samej klawiaturze, ciężko jest zrozumieć, czym jest Nidhogg. Podobnie jest z grami Nintendo – sterować wąsatym hydraulikiem znaczy zrozumieć, czym Mario jest. Poznanie przez sterowanie, najczystsza dla gier forma zrozumienia.

Naprzeciwko siebie staje dwóch przeciwników z bronią białą. Kto pierwszy zabije, ten biegnie dalej, aż do końca planszy, w prawo lub w lewo. Zabity przeciwnik będzie się jednak odradzał na krótkiej drodze do zwycięstwa. Można go przeskoczyć lub pokonać, wolna wola, choć w praktyce nie jest to takie łatwe. Jeśli zginiemy, to nasz przeciwnik ma teraz szansę na wygraną. Musi tylko przebiec swoją drogę przez mękę, walczyć lub omijać oponenta. Proste? Bardzo proste. Nie ma tu żadnych supermocy, żadnych ładujących się pasków energii. Jeśli udaje nam się tuż przed przegraną cudem trafić oponenta i na chwilę przejść do kontrataku, to jest to naszą zasługą lub błędem przeciwnika. Tu nikt nie nagradza przegrywania dodatkowymi punktami zdrowia czy bonusową bronią.
Oto właśnie cały Nidhogg, prawdopodobnie najbrzydsza, najbardziej wciągająca gra zręcznościowa ostatnich lat. Wszystko sprowadza się tutaj do sterowania, niewiarygodnie prostego, ale oferującego głębokie, taktyczne pojedynki. Na samym początku gracze po prostu atakują na ślepo, licząc na trafienie, próbują przeskakiwać siebie nawzajem lub ogłuszać się ciosami z wyskoku. Po kilkunastu minutach rozgrywki zaczyna się jednak wojna nerwów i umysłów, obserwowanie przyzwyczajeń przeciwnika, ulubionych manewrów, szukanie otwarcia.

Osiemnastopołożeniowy

5

DANSE MACABRE

Spoglądając w górę, dostrzegłem spadającą kropkę, która zbliżając się, przybierała kształt odwróconego serca – nurkującego ptaka. Spadał przez pół mili w przezroczystym jesiennym powietrzu, a jego wrzask zmieszany z gwizdem wiatru przerodził się w dźwięk, jakiego nie wydaje żadne ziemskie stworzenie. W ostatniej chwili ptak zrównał swój lot z torem lotu przepiórki i rzucił się na nią. Towarzyszyło temu głośne „płask”, jak gdyby pocisk dużego kalibru rozerwał ciało.
„Sokoły moja pasja”
Stephen Bodio

Rozdział trzydziesty piąty

45 godzin – godzina czterdziesta druga

Rhyme zauważył, że minęła już trzecia nad ranem. Percey Clay leciała z powrotem na Wschodnie Wybrzeże odrzutowcem FBI i za parę godzin miała się stawić przed sądem przysięgłych.
A Rhyme nadal nie miał pojęcia, gdzie może być Tańczący Trumniarz, co planuje, za kogo teraz się przebierze.
Zadzwonił telefon Sellitta. Detektyw słuchał wiadomości ze zmarszczonym czołem.
– Jezu. Trumniarz sprzątnął następną osobę. Znaleźli ciało w stanie uniemożliwiającym identyfikację, w tunelu w Central Parku. Niedaleko Piątej Alei.
– W ogóle nie da się ustalić tożsamości?
– Zdaje się, że wyczyścił go zupełnie. Odciął ręce, usunął zęby, szczękę, zdjął ubranie. Wiadomo tylko, że to był biały mężczyzna. Młody, w okolicach trzydziestki. – Detektyw zamilkł, słuchając dalej. – Nie był włóczęgą – zameldował. – Czysty, w dobrej formie. Nieźle zbudowany. Haumann uważa, że to jakiś yuppie z East Side.
– No dobra – powiedział Rhyme. – Niech go tu przywiozą. Sam chcę mu się przyjrzeć.
– Ciału?
– Zgadza się.
– Dobrze.

Wypielony

– Przetłumacz! – zatrzeszczał w słuchawce Rhyme.
– Czyli? – spytała Sachs.
– Poza zasięgiem widoczności z wieży kontroli lotów – wyjaśniła Lauren. – Ślepy punkt.
– Tak! – odezwał się głos w słuchawce. – Dobra, Sachs. Zabezpiecz i przeszukaj. Hangar zwolnij.
– Nie będziemy wchodzić do hangaru – oznajmiła Talbotowi. – Chcę jednak zamknąć tę drogę do kołowania. Może pan dać znać wieży? Żeby skierowali ruch inną drogą?
– Chyba mogę – rzekł z powątpiewaniem. – Nie spodoba im się to.
– Jeżeli będą jakieś kłopoty, proszę zadzwonić do Thomasa Perkinsa – powiedziała Sachs. – Jest szefem biura FBI na Manhattanie. Zwróci się bezpośrednio do Federalnego Urzędu Lotnictwa.
– Do Urzędu? W Waszyngtonie? – spytała Lauren.
– Właśnie tego.
Talbot uśmiechnął się blado.
– Dobrze.
Sachs ruszyła w kierunku drzwi, przystanęła i spojrzała na zatłoczoną płytę lotniska.
– Mam samochód – powiedziała do Talbota. – Czy jeżdżąc po lotnisku, trzeba robić coś szczególnego?
– Tak – odparł. – Niech pani stara się nie zderzyć z żadnym samolotem.
2
STREFA RAŻENIA

Ptak sokolnika, nawet oswojony i oddany swemu panu, zachowuje instynkty i zwyczaje dzikiego zwierzęcia, jak każde zwierzę żyjące z człowiekiem. Przede wszystkim jest łowcą.
„Sokoły moja pasja”
Stephen Bodio

Rozdział dziesiąty

45 godzin – godzina trzecia

– Jestem na miejscu, Rhyme – oznajmiła.
Sachs wysiadła z samochodu, nałożyła na dłonie rękawiczki lateksowe i gumowe ochraniacze na buty, aby nie zatrzeć śladów sprawcy. Tak ją uczył Rhyme.
– Co to znaczy na miejscu, Sachs? – spytał.
– Na skrzyżowaniu dróg do kołowania. Między rzędami hangarów.